Cypr – cz. 3 – Nikozja, Kyrenia, czyli po tureckiej stronie wyspy…

0
116
Port w Kyrenii
Cypr – cz. 3 – Nikozja, Kyrenia, czyli po tureckiej stronie wyspy…

Koniec świata. Tak pewnie wielu obywateli Cypru nie raz powiedziało w pamiętnym roku 1974, roku, w którym to nastąpiła turecka inwazja na wyspę. Jak zwykle wystarczył stworzony przez polityków pretekst, by 40-to tysięczna armia turecka zaatakowała północną część wyspę. W następstwie inwazji wyspa została zajęta, a na północy powstała tzw. Turecka Republika Cypru Północnego. Ale stała się jeszcze jedna dość istotna rzecz; prawie wszyscy mieszkańcy pochodzenia greckiego zostali przymusowo wysiedleni na południową część wyspy…
W zamian na północną część przybyli potomkowie Turków, a w późniejszym czasie zaczęli również napływać rdzenni mieszkańcy Turcji. W ten oto sposób struktura demograficzna wyspy została zupełnie zmieniona. Rekapitulując, dwie części wyspy zamieszkują dwa różne narody. Tyle by było tytułem wstępu. Ja dodam od siebie, że zjechałem kawał Bałkanów, byłem w Grecji i Turcji, na Ukrainie i na Krymie, i mogę napisać, że ich historia jest nie mniej skomplikowana niż nasza – polska.
Szybko dojeżdżam do Nikozji (autostrada A2 i A1), w której zamierzam przekroczyć granicę. Mimo, że Turecka Republika Cypru Północnego jest państwem uznawanym tylko przez Turcję i Nachiczewańską Republikę Autonomiczną (sic), to granica jest jak najbardziej realna, a do jej przekroczenia niezbędny jest dowód osobisty lub paszport. Turecki Cypr, przez długie lata był trudno dostępny dla przybyszy, a dostać się na niego można było tylko z terenu Turcji. Od jakiegoś czasu otwiera się na turystów i moim zdaniem naprawdę ma wiele do zaoferowania…
Granicę przekraczam w podzielonej stolicy, w Nikozji. Wykupuję za 30 euro (tak gwoli ścisłości 30 lub 25 – nie mogę sobie przypomnieć) minimalne, czyli kilkudniowe ubezpieczenie samochodowe, które jest niezbędne, by przekroczyć granicę. Po trwającym krótką chwilę sprawdzeniu paszportu, jestem po stronie tureckiej. Dla uproszczenia będę używał terminu „turecka” na określenie tej części wyspy. Zatrzymuję się by zrobić sobie zdjęcie na tle wielkiej, ułożonej z kamieni i doskonale widocznej z greckiej części wyspy flagi tureckiej. Różne są sposoby na wkurzanie sąsiadów…

Na tle usypanej z kamieni tureckiej flagi...
Na tle usypanej z kamieni tureckiej flagi…
I trochę bliżej...
I trochę bliżej…

Po chwili pojawiają się zasieki. Na wyspie stacjonują wojska tureckie, greckie i międzynarodowe siły rozjemcze.
Kieruję się na Kyrenię (gr. Κερύνεια = Kerynia, tur. Girne), słynne z urody nadmorskie miasteczko. Do przejechania mam jeszcze tylko około 40 km.
Teraz podam pewną informację praktyczną. Otóż mimo wykupionego pełnego ubezpieczenia na samochód, w wypożyczalni poinformowano mnie, że nie obowiązuje ono na tureckiej części wyspy. Dlatego pierwszą rzeczą, którą zrobiłem po dotarciu do miasteczka, to znalezienie strzeżonego parkingu. Przyjemność ta kosztuje mnie kilka euro, ale zawsze wychodzę z założenia, że lepiej poświęcić drobną kwotę pieniężną, niż w razie czego narażać się na ogromne nieprzyjemności. Co ciekawe, kobieta pracująca na parkingu, również jest Rosjanką… Dając jej odliczoną kwotę powiedziałem „pażałsta” i „spasiba”, za co zostałem obdarzony uroczym uśmiechem, po czym ze spokojem ducha poszedłem na zwiedzanie miasta.
Zaraz po wyjściu z parkingu natykam się na mężczyzn grający w popularną tam grę „trytrak”. Nie raz pisałem już, że z fotografii najbardziej mnie pasjonuje robienie zdjęć ludziom. Dokumentowanie ich zachowania, życia codziennego, nałogów, radości i smutku… Zwłaszcza, że po Islandii jakoś mało jest krajobrazów, które mnie powalają na kolana 🙂
Rozmawiam przez chwilę z nimi, robię zdjęcia i ruszam dalej…

Mężczyźni grający w tryktraka
Mężczyźni grający w tryktraka

Pierwsze kroki kieruję do portu… Mijam trochę zatłoczone centrum, a na  położonej nieopodal uliczce mijam małą kafejkę, do której nie omieszkam wejść. W środku kilku mężczyzn w podeszłym wieku gra w karty. Pytam, czy mogę napić się tam kawy. Tak, tak – serdecznie mnie zaprasza stojący za kontuarem mężczyzna. Okazuje się, że to jest lokalny klub rezerwistów. I powiem Wam – Moi Drodzy, że kawa rezerwistów jest pyszna i niedroga 🙂
Ponieważ port jest tuż obok, chwilę po wypiciu kawy spaceruję nadbrzeżem. Najpierw zaglądam na zamek. Pochodząca z VI wieku twierdza, miała „zaszczyt” być zdobytą przez samego Ryszarda Lwie Serce. Obecnie znajduje się tam muzeum, a możemy zobaczyć m.in. pochodzący z IV wieku p.n.e. wrak statku handlowego, zapoznać się z historią Cypru, pospacerować po murach, czy wejść do dawnych cystern, w których do dzisiaj znajduje się woda… Po zapłaceniu kilku euro tytułem wstępu, można wejść do środka.
A teraz niech przemówią zdjęcia…

Port w Kyrenii. Nieprawdaż, że urokliwy?
Port w Kyrenii. Nieprawdaż, że urokliwy?
Potężne mury twierdzy
Potężne mury twierdzy
Dziedziniec zamkowy
Dziedziniec zamkowy
A taki mieli widok strażnicy od strony morza...
A taki mieli widok strażnicy od strony morza…
stateczki turystyczne
stateczki turystyczne
Jedna z największych atrakcji muzeum - statek prawdopodobnie z IV wieku p.n.e.
Jedna z największych atrakcji muzeum – statek prawdopodobnie z IV wieku p.n.e.
i tablica informacyjna...
i tablica informacyjna…
Wejście do cystern
Wejście do cystern
...które są trochę zaniedbane...
…które są trochę zaniedbane…
odpoczynek
odpoczynek

Odpoczywam obok wejścia prowadzącego do cystern. Hm, patrząc na to zdjęcie zaczyna mi się wydawać, że coraz bardziej staję się podobny do mieszkańców tamtych rejonów świata. Może też dlatego tak dobrze się czuję na południu??? 🙂
Aha, na koniec uczestniczę w castingu na zamkowego wampira… No nie wiem jak mi to wyszło :))))))) Jeżeli już będziecie toto oglądać, to na pełnym ekranie 😀 😀 😀

Po wyjściu z zamku, obchodzę spacerkiem port. Mimo, że na zdjęciach jest urokliwy, to trzeba przyznać uczciwie, że w wodzie pływa sporo śmieci.
Jeżeli zainteresował Was zamek w Kyrenii, to więcej na jego temat przeczytacie tu.

port
port
Widok na twierdzę
Widok na twierdzę
...i na port...
…i na port…
A gdy się odwrócimy w drugą stronę, zobaczymy otwarte morze...
A gdy się odwrócimy w drugą stronę, zobaczymy otwarte morze…
...i jeszcze raz port...
…i jeszcze raz port…

No to teraz udajemy się do widocznego w tle meczetu. Jeżeli tylko jest to możliwe, zawsze z ogromną ciekawością oglądam wszelkie kościoły, meczety, bożnice i inne świątynie. I jeszcze mi się nie zdarzyło, by mnie gdzieś nie wpuszczono. Raz tylko, podczas ramadanu w Jerozolimie. Jednak tam nie wpuściła mnie izraelska policja. Ale też muszę napisać, że jako mężczyzna jestem w tamtym świecie w uprzywilejowanej pozycji. Bo ten świat – świat islamu – jest światem mężczyzn. A nawet w prawosławnej Bułgarii, czy na Bałkanach – tam, gdzie przez stulecia było Imperium Osmańskie, mężczyzna wciąż ma pozycję dominującą. Ja podchodzę do autochtonów z szacunkiem i szacunku wymagam dla siebie. I naprawdę da się. Tak naprawdę, ferment sieją ludzie, którzy nie szanują innych kultur i nie potrafią dostosować się do istniejących ograniczeń. A przecież to takie proste. Nie podoba mi się, że do meczetu nie można wejść w krótkich spodenkach? – to nie wchodzę…
PanMirek na swoim fanpejdżu porusza w zasadzie tylko tematy podróżnicze, ale zrobię mały wyjątek i coś napiszę; niestety, duża część z nas – Europejczyków – ludzi z tzw. first world, nie szanuje tradycji innych nacji będąc gośćmi w odwiedzinach, a także nie szanuje siebie, będąc gospodarzem. I konkluduję ten wniosek nie dlatego, że „cośtamcośtam” usłyszałem, ale z obserwacji poczynionych podczas moich podróży…
Jeszcze raz napiszę, że nigdy jak na razie nie spotkał mnie żaden despekt, a już kilka krajów muzułmańskich widziałem

Jeden z meczetów w Kyrenii
Jeden z meczetów w Kyrenii
A w środku cisza, spokój i modlący się ludzie...
A w środku cisza, spokój i modlący się ludzie…

A po wyjściu z meczetu dla równowagi poszedłem do jedynego na wyspie kościoła anglikańskiego pod wezwaniem św. Andrzeja. Ten maleńki kościółek wybudowany został na początku XX wieku.

maleńki, nieprawdaż?
maleńki, nieprawdaż?

Mój pobyt w Kyrenii, trwał około 4 godzin. I tyle wystarczy, by z grubsza obejrzeć miasteczko. Ale na koniec nie mogłem sobie odmówić jeszcze jednej kawy w kafejce weteranów. Jeżeli będziecie w tamtych okolicach, wpadnijcie koniecznie właśnie tam – na ulicę Efeler Sk, na najlepszą kawę w okolicy i pozdrówcie ode mnie Semiha Ozcana – serdecznego człowieka, byłego żołnierza.

Semih Ozcan - były żołnierz i prawy człowiek. I przygotował najlepszą kawę jaką piłem na Cyprze...
Semih Ozcan – były żołnierz i prawy człowiek. I przygotował najlepszą kawę jaką piłem na Cyprze…

Po wypiciu kawy, małymi uliczkami przemieszczam się na parking. Mam zamiar jeszcze zobaczyć w dzisiejszym dniu Nikozję. Gdyż nazajutrz chcę jechać do Famagusty i jej „zakazanej dzielnicy” Waresia.

Handlowe uliczki Kyrenii - Girne...
Handlowe uliczki Kyrenii – Girne…

Po chwili wsiadam w mój samochodzik i jadę w stronę stolicy. Bez problemów przekraczam granicę i parkuję gdzieś w centrum miasta. Nie byłem zorientowany na zwiedzanie miasta, zwłaszcza że na jednym z poczytnych blogów podróżniczych przeczytałem, że w zasadzie nie ma tam nic ciekawego do oglądania. I to był błąd. Dlaczego? Dlatego, że ludzie mają różne preferencje. Jeden lubi przyrodę i krajobrazy, a ja lubię orientalny gwar i chaos…Nikozja jest miastem, któremu warto poświęcić przynajmniej dzień. Powłóczyć się niespiesznie po uliczkach, pohandlować ze sprzedawcami, napić się gorącej, aromatycznej, mocnej i czarnej jak smoła prawdziwej tureckiej kawy. No cóż, spędziłem tam tylko około 4 godzin, ale może kiedyś uda mi się wrócić…
No to znowu zdjęcia…

Przejście graniczne na środku deptaka...
Przejście graniczne na środku deptaka…

Niedługo spacerowałem deptakiem, gdy okazało się, że przecina go granica. I to nie jakaś tam umowna. Nie, to jest prawdziwa granica, gdzie sprawdza się dokumenty, a i kontrola bagażu też może się zdarzyć. Na powyższym zdjęciu jest granica po stronie cypryjskiej. Ale jeszcze gorzej wygląda ona po stronie tureckiej…

Granica po stronie tureckiej
Granica po stronie tureckiej

Przygnębiający trochę widok, nieprawdaż. Jeszcze niedawno takie „cuś” mogliśmy spotkać na granicach Polski – brrryyy.
Niestety, na gwarnych w dzień uliczkach powoli zamierał ruch. Niektóre sklepy jeszcze były czynne, ale sprzedawcy powoli zamykali swe kramiki.

uliczka handlowa
uliczka handlowa
cd.
cd.

Skierowałem się do mieniącego się ostatnimi blaskami słońca meczetu.

Jeden z meczetów Nikozji...
Jeden z meczetów Nikozji…
meczet w środku
meczet w środku

Zaraz, zaraz. Nawet nie dla znawcy jest na pierwszy rzut oka widoczne, że to przerobiona świątynia chrześcijańska. I faktycznie, to dawny kościół – Katedra św. Zofii, przerobiona na meczet przez tureckich zdobywców. Kościół jest najstarszym zabytkiem sztuki gotyckiej na Cyprze. Wzniesiony na ruinach bizantyjskiej świątyni Hagia Sophia, został konsekrowany w 1326 roku. W tej katedrze koronowano królów cypryjskich – historia, to naprawdę fascynująca dziedzina wiedzy… 🙂 Niestety, po zdobyciu wyspy przez Turków w roku 1570, bazylika została przekształcona w meczet, który w dniu dzisiejszym nosi nazwę Selimiye…

Po bryle budynku na pierwszy rzut oka widać jej gotycki rodowód
Po bryle budynku na pierwszy rzut oka widać jej gotycki rodowód
Chusty na głowę dla kobiet, które chcą wejść do środka
Chusty na głowę dla kobiet, które chcą wejść do środka

Aha, drogie panie. Jeżeli chcecie odwiedzić meczet to pamiętajcie, że udajecie się do części przeznaczonej dla kobiet. Mężczyźni modlą się osobno i kobiety również. Tak samo jest również w synagogach…
Włóczę się po uliczkach miasta, zapomnianych przez Boga zakamarkach. Ale miasto, mimo że jedno z najważniejszych na Cyprze, jest niczym wymarłe. A ja fotografuję…

Zamknięty bazar
Zamknięty bazar
...wymarłe uliczki...
…wymarłe uliczki…
mur do strefy zakazanej..
mur do strefy zakazanej…

Przygnębiają mnie wszechobecne tabliczki „strefa zakazana” połączone z zakazem fotografowania. Zaczynam się czuć niczym jakiś stalker w surrealistycznej „war zonie”…
Ale nie. W końcu spotykam ludzi. Starszego pana spożywającego posiłek i zmęczonego stolarza szykującego się do zamknięcia swojego małego zakładu. Chwile z nimi rozmawiam. Rozmawiam przy pomocy kilku słów, ale czasem słowa nie są potrzebne, fotografuję ich i idę w swoją stronę. Czas już przejść na stronę cypryjską i wracać do hotelu.

zmęczony stolarz
zmęczony stolarz
kolacja
kolacja

I znowu przejście graniczne. Tylko koty jakby wszystko miały gdzieś… Ale takie jest prawo kotów 🙂

przejście graniczne ponownie
przejście graniczne ponownie
tylko koty mają gdzieś ludzkie sprawy
tylko koty mają gdzieś ludzkie sprawy
Idąc do samochodu, mijam taką to knajpkę przy strefie wojennej.
Idąc do samochodu, mijam taką to knajpkę przy strefie wojennej.
Przyjemny anturaż... Tu kawa smakuje inaczej... :)
Przyjemny anturaż… Tu kawa smakuje inaczej… 🙂
za tym murem rozpościera się strefa wojenna...
za tym murem rozpościera się strefa wojenna…
Po cypryjskiej stronie też istnieje zakaz fotografowania. Np. takich punktów - należących do przedzielającej dwie strefy tzw. zielonej linii...
Po cypryjskiej stronie też istnieje zakaz fotografowania. Np. takich punktów – należących do rozdzielającej miasto tzw. zielonej linii…
Mimo wszystko w greckiej części miasta ulice jakby są przyjaźniejsze...
Mimo wszystko w greckiej części miasta ulice jakby są przyjaźniejsze…
...i istnieje życie nocne...
…i istnieje życie nocne…

Muszę napisać, że jednak lepiej czuję się po stronie greckiej. Nie ma tego uczucia jakiegoś dziwnego zagrożenia. A przecież mimo pokoju, trzeba pamiętać, że na wyspie stacjonują wojska i sytuacja nie jest w 100 procentach stabilna. Po krótkiej chwili doszedłem do samochodu i całkiem dobrą autostradą wróciłem na nocleg. Muszę napisać, że drogi na Cyprze są naprawdę dobrej klasy, przynajmniej te po stronie cypryjskiej…

No tak, jeżeli dotarliście do tego miejsca, to jesteście prawdziwymi twardzielami i zostawcie ślad w postaci lajka lub komentarza 🙂 Przyznaję, że podczas pisania tego artykułu, wypiłem 3 kawy, ale to kawa, którą przywiozłem z Cypru 🙂
A w następnej części cypryjskiej, już ostatniej, zabiorę Was do Famagusty i jej zakazanej dzielnicy Warosia…
……